Stopem do Chorwacji: Lody na patyku, gang grabarzy i piraci… drogowi (dzień 3)

Trzeciego dnia naszego stopowania obudziliśmy się w namiocie rozbitym obok węgierskiego Tesco. Pierwszy raz od kilku dni naprawdę czułem się wyspany i pełen energii. Wczorajszy dzień przyniósł nam wiele radości i zdecydowanie podniósł nas na duchu. Wciąż jednak pozostawaliśmy w tyle. Biorąc pod uwagę zaplanowaną trasę i to że mimo wszystko nie osiągnęliśmy jeszcze pułapu Chorwacji, trzeba było jak najszybciej ruszać w drogę.

Piechotą na przejście graniczne 'Udvar'

Piechotą na przejście graniczne ‚Udvar’

Zaczęło się pomyślnie:

„Przed 8 wyjechaliśmy już z Piczy (naprawdę czyta się to właśnie w ten sposób – to dosyć istotne) Zabrał nas organista kościelny! Teraz idziemy pieszo w stronę przejścia granicznego. Chorwacjo, team 259 nadchodzi!”

Kilka godzin później…

„Jesteśmy w Chorwacji, ale co z tego? Utknęliśmy na cholernej stacji zaraz przy granicy!”

Na przejściu granicznym po raz pierwszy musieliśmy okazać jakiś dokument tożsamości. Ani ja, ani Klaudia nie mieliśmy ze sobą paszportów (mój w owym czasie był na wakacjach w konsulacie rosyjskim), musieliśmy więc ratować się dowodami osobistymi. Wszystko przebiegło bezproblemowo, a przy okazji wzbudziliśmy niemałą ciekawość wśród celników. Raczej powątpiewali w to że uda nam się dojechać do Sarajewa, o Dubrowniku już nie wspominając. Żeby zrobić im na złość, w kilkanaście minut złapaliśmy transport w kierunku Osijeku. Dwóch facetów wysadziło nas na stacji z rodziny tych „na pewno zaraz coś tutaj złapiecie”. No… poczekaliśmy tutaj z dwie godzinki, a słońce grzało niemiłosiernie. Tak jak w Cieszynie brakowało mi długich spodni, tak tutaj brakowało mi czapki, kapelusza, whatever. Stojąc w największym upale i machając energicznie kartonikiem, przeklinałem samego siebie. Dosyć szybko dopadł mnie ból głowy (początkowe stadium udaru słonecznego?), postanowiłem więc dać sobie spokój i trochę odpocząć. W pewnym momencie, jak znikąd, na stacji pojawiła się para Polaków jadących do Sarajewa. W jednej chwili miliony endorfin eksplodowało w mojej głowie. Niepotrzebnie. Okazało się że w samochodzie nie było już miejsca, a może po prostu nie chcieli nas zabrać? Oczywiście mają do tego prawo. Zawsze trzeba się z tym liczyć. Ale jak to bolało! 😀

Jakiś czas później trafiliśmy na fantastycznego kierowcę, który nie tylko zabrał nas do Osijeku, ale również zaproponował zimne piwo w centrum handlowym. Wskażcie mi palcem kogoś, kto w tej sytuacji  by odmówił 😀  Bardzo szybko okazało się że brak snu + lekki udar słoneczny + zimne piwo = spowolnienie procesów myślowych w stopniu bardzo zaawansowanym. Poraziło mnie konkretnie! Nie przeszkadzało to jednak w złapaniu kilku okazji.

I tak na przykład po raz pierwszy przyszło nam jechać z przedstawicielką płci pięknej. Młoda Chorwatka oprócz podwózki do Dakova, zaproponowała nam również karton wypasionych lodów na patyku oraz tyle samo kubków z jogurtem naturalnym. Stop nauczył mnie wielu rzeczy i prawd ogólnych. Jedna z nich brzmi: „Nigdy nie odmawiaj jedzenia”. Wzięliśmy więc tyle, ile na dany moment mogliśmy zjeść. W tamtej chwili świat wyglądał wspaniale. Chorwackie słońce, nieograniczone poczucie wolności, zero problemów, zapas lodów na najbliższe kilkadziesiąt minut i niecałe 40 km do bośniackiej granicy. Naprawdę nie zapowiadało się na kolejny kryzys. Niestety jednak przyszło nam tam czekać bardzo długo. Dobre nastroje po chwili przeobraziły się w te gorsze. Dodatkowo przyszła chwila zwątpienia i mały konflikt w drużynie. Samochody bardzo rzadko zjeżdżały na stację, poza tym nikt nie jechał w kierunku Bośni. Stagnacja, stagnacja i jeszcze raz stagnacja. Po raz kolejny udzielona nam została lekcja pokory. Po naprawdę długim czasie oczekiwania pewna kobieta postanowiła nam tak po prostu pomóc i zabrać na kolejną stację. Powiedziała, że widziała nas w tym miejscu już 5 godzin wcześniej i nie mogła przestać o nas myśleć 🙂 Nie wiem jak potoczyłaby się dalej nasza przygoda, gdyby nie ta bezinteresowna pomoc.

Nie za bardzo wiedzieliśmy na jaką miejscowość łapać stopa, więc machaliśmy po prostu tekturowym Sarajewem. Tak daleki cel podróży zdawał się szokować co niektórych kierowców. Jedna pani ze zdziwienia uderzyła prawie szczęką w szybę. Ludzie którzy ostatecznie zabrali nas z Dakova byli chyba najdziwniejszymi osobami z jakimi przyszło nam jechać. Ani oni nas nie rozumieli, ani my ich. Nie wiem nawet jaki był to język. Nigdy czegoś takiego nie słyszałem. W samochodzie unosił się gęsty nikotynowy dym, który wręcz wypalał nam spojówki. W bagażniku przetaczały się jakieś drewniane krzyże i łopaty, a my nie jechaliśmy ani lewym, ani prawym pasem autostrady. Jechaliśmy centralnie jej środkiem. Jestem prawie pewien, że naszym kierowcą był pijany grabarz i jego kolega. Na szczęście dojechaliśmy jakoś w jednym kawałku do miejscowości Slavonski Brod, gdzie przekroczyliśmy granicę. Mieliśmy jednak co do tego pewne obawy. Mimo iż według MSZ nie ma potrzeby okazywania paszportu przy wjeździe do Bośni i Hercegowiny, życie rządzi się swoimi prawami i nigdy nic nie wiadomo. Po raz kolejny jednak wszystko poszło po naszej myśli i późnym wieczorem znaleźliśmy się na terenie… Republiki Serbskiej.

Republika Serbska

Republika Serbska

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że jest to jedna z dwóch części składowych Bośni i Hercegowiny (oprócz Federacji Bośni i Hercegowiny). Co prawda wiedziałem, że w tym kraju zamieszkuje wiele Serbów, nie spodziewałem się jednak państwa w państwie i przez chwilę byłem lekko zdezorientowany. W odległości kilkuset metrów w linii prostej od przejścia, znajduje się stacja benzynowa (bardzo dobra miejscówka), gdzie dosyć szybko i niespodziewanie złapaliśmy kolejny transport. Ponownie trafiliśmy na piratów drogowych. Tym razem skończyło się to interwencją policji. Nasi sympatyczni i bogaci(?) towarzysze zapłacili mandacik, wzruszyli tylko ramionami i ruszyli z piskiem opon. Nasze drogi rozeszły się niestety w Doboju. Naszym celem pozostawało Sarajewo, ich natomiast Banja Luka.

„Jakimś cudem dotarliśmy wreszcie do Bośni. Tradycyjnie zaczęliśmy nadrabiać straty łapiąc nocne okazje 😛 Przy okazji złapała nas też policja i wystawiła mandat za przekroczenie prędkości. Na szczęście nam jako teamowi taki mandat nie grozi. Ciągniemy się jak smród po gaciach.”

Było już dosyć późno, gdzieś po północy. Normalni ludzie daliby sobie już spokój, ale my postanowiliśmy jechać dalej i pomimo egipskich ciemności udało nam się zatrzymać w końcu białego dostawczaka. Po chwili otworzyły się drzwi od kabiny i naszym oczom ukazało się dwoje ASR-owców. Na początku pomyślałem, że tutaj wysiadają; potem pomyślałem, że chcą nas po prostu wkurzyć. Tymczasem okazało się, że chłopaki ostro już przysypiali i kierowca postanowił dodatkowo zaopatrzyć się w bardziej przytomne towarzystwo. Osobiście starałem się jak najdłużej zachować przytomność  umysłu. Pomocny okazał się świński odór dochodzący z paki. Po chwili jednak całą czwórką drzemaliśmy w najlepsze. Byliśmy ściśnięci do granic możliwości, ale widocznie nikomu to nie przeszkadzało. Co jakiś czas dobiegało nas tylko gromkie ‘FUCK!!!’ naszego kierowcy, kiedy to znajdowaliśmy się w blasku fleszy przydrożnych fotoradarów. Czy naprawdę w tej części Europy nikt nie respektuje przepisów ruchu drogowego? Zanim przyjechaliśmy do BIH czytałem mnóstwo opinii, jakoby kierowcy jeździli 40-50km/h. Owszem, przepisy są, ale… 😀

Bardzo późną porą dojechaliśmy do Zenicy, gdzie po prostu położyliśmy się na parkingu i zasnęliśmy w trybie ekspresowym.  Czy uda nam się już jutro dojechać do Kupari? Do mety zostało zdecydowanie mniej niż 300 km!

Chillout w Zenicy

Chillout w Zenicy

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Lipiec 13, 2013, in i te duże, Stopem do Chorwacji. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: