Dzień 8 – Welcome to Nepal

2Druga część podróży do Nepalu rozpoczyna się na obskurnym dworcu w Gorakhpur. Po piętnastu godzinach spędzonych na pryczy z przyjemnością wychodzę na świeże powietrze. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to krowa, która spokojnie przechadza się wzdłuż oczekujących na pociąg. Gotowy na kolejne przygody zaczynam iść pewnym krokiem przed siebie. Mniej więcej wiem gdzie i jak mogę znaleźć transport do granicy. Oczywiście kilka minut później jestem już oficjalnie LOST. Po dłużej chwili okazuje się że wychodząc z dworca obrałem zły kierunek. Miałem szukać monumentu władcy na koniu, znalazłem krowie placki. Na szczęście dla mnie, samotnego białasa, tutejsi ludzie nie są aż tak bardzo natrętni. Nikt nie wykorzystał bezwzględnie mojej chwili słabości a nawet udało mi się znaleźć kogoś kto nakierował mnie na postój jeepów i autobusów. Nim jednak tam dotarłem minąłem chyba z kilkadziesiąt krów. Prawdą jest że te święte stworzenia nie mają łatwego życia. Nierzadko można zobaczyć jak taka mućka raczy się pierwszym lepszym napotkanym kartonem. No tak, celuloza.

3Jako że skusiłem się na jazdę jeepem, wybrałem ten najbardziej już załadowany. Mój plecak został mi wręcz wyrwany z rąk i przymocowany do dachu, natomiast ja sam wylądowałem w bagażniku. Jakież było moje zdziwienie gdy chwilę potem ruszyliśmy. Jak to? Tylko dwie osoby na tyle? I tak właśnie zaczęła się mega dziwna historia. Nie wyjechaliśmy jeszcze z miasta a pod moimi nogami wylądowały jakieś cztery olbrzymie cylindry. No ale dobra, nie ma co narzekać. Trzeba podkurczyć nogi i ruszamy dalej! W międzyczasie do bagażnika władowało się jeszcze dwóch krzykliwych Hindusów którzy wcześniej jechali na dachu lub gdzieś w jego okolicy. Wybierając ten środek transportu liczyłem na szybkie przedostanie się z punktu A do punktu B. Życie napisało jednak inny scenariusz. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się gdzieś, po coś aż w końcu brakło paliwa i wylądowaliśmy na stacji. No i draka! Kierowca i jego banda zażądali od pasażerów z przodu dodatkowej opłaty. Mężczyźni zaczęli krzyczeć, kobiety wrzeszczeć a ja zamknąłem oczy i w zaparte udawałem że śpię. Gdy po dwudziestu minutach udało wyłudzić się wreszcie pieniądze od większej części pasażerów, ruszyliśmy dalej. Oczywiście na tym nie koniec, bo zaraz potem z jednej opony zeszło nam powietrze i zjechaliśmy na pobocze. Zrezygnowany wysiadłem z pojazdu i spoglądając na niedziałający telefon zastanawiałem się gdzie ja w ogóle jestem i jak do tego doszło.Gdy wreszcie po wielkich trudach dojechaliśmy do granicy, w bagażniku siedziało już sześć osób na czterech cylindrach.

SAMSUNGNim znalazłem się na terenie Nepalu musiałem jeszcze zdobyć pieczątkę wyjazdową z Indii. Czysta formalność, ale bardzo łatwo można przegapić miejsce, w którym można takową dostać. Jeszcze chwilka i znalazłem się po drugiej stronie przejścia. Tutaj od razu trzeba skręcić w prawo i udać się do urzędu w celu wyrobienia wizy. Mimo iż w sumie nie ma żadnej kontroli przy przekraczaniu granicy (właściwie to na teren Nepalu wchodzi się bez wizy) nie warto chyba ryzykować i dobrze jest zaopatrzyć się w taką naklejkę w paszporcie.

SAMSUNGPowoli zbliżał się zmrok, trzeba było więc zaplanować co dalej. Kilkaset metrów za przejściem, znalazłem lokalny autobus do Pokhary i to właśnie w nim postanowiłem spędzić noc. Spanie jednak nie wchodziło zbytnio w grę, jako że autobus dosłownie podskakiwał co kilka sekund. Powiem szczerze, że cała ta ekstremalna przejażdżka była bardzo klimatyczna. Otwarte okna (siedziałem w zimowej kurtce i czapce), orientalna muzyka na cały regulator i rozrzucone bagaże na całej długości autobusu.

DSC04853Pomimo zapewnień że na miejscu wylądujemy po świcie, około godziny 4 wysadzono mnie w zupełnych ciemnościach. W tym momencie nie miałem w ogóle pojęcia co zrobić. Pokhara nie przywitała mnie zbyt ciepło. Pogoda była beznadziejna: deszcz i niespodziewany przeze mnie chłód. Okazało się, że oprócz mnie na dworcu autobusowym jest jeszcze para z Rosji. Udało nam się wspólnie doczłapać do najbliższej taksówki i razem pojechaliśmy do pierwszego lepszego hotelu. Po krótkich negocjacjach miałem dostać pokój z łazienką w całkiem korzystnej cenie. Musiałem jednak poczekać godzinę w pokoju o najniższym standardzie. Niestety właściciel nigdy nie przyszedł a ja ze zmęczenia padłem tak jak się położyłem, czyli w kurtce i czapce. Obudziłem się jakoś pół godziny po czasie w którym należało się wymeldować. Wyszedłem z pokoju i nie zastałem dosłownie nikogo. Cały hotel jakby opustoszał. Postanowiłem więc iść przed siebie i spróbować odnaleźć jakoś swoją szkołę. Oczywiście moja komórka nie działała,  więc udałem się do punktu ups i wykonałem parę telefonów. Jako że dyrektora nie było w szkole, a z resztą personelu ciężko było porozumieć się przez telefon, polecono mi udanie się pod Devi’s Fall a konkretnie pod bramę do jakiejś świątyni skąd odebrać miała mnie jedna nauczycielka. Wbrew moim przypuszczeniom, wszystko zadziałało jak w szwajcarskim zegarku i po chwili mogłem już się rozpakować. Po pięciu dniach, dotarłem wreszcie w miejsce, gdzie spędzę kolejny miesiąc. SAMSUNG

Reklamy

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Luty 18, 2014, in Aktualności. Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. nie mogą zorganizować euro to i dworce byle jakie

  2. wujcio z N-ce

    Ekologiczny wypas bydła oraz autokar z Euro 2012 – no prawie jak w domu 🙂

  3. Moi przyjaciele od półtora miesiąca są w Nepalu i na bieżąco relacjonują mi swoje doświadczenia i przemyślenia stamtąd. Generalnie górami są zachwyceni, jednak biurokracja ich nieco wkurza i ciągle mają z tego tytułu jakieś problemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: