Dzień 28 – Jedno wesele i jeden pogrzeb (2/2)

Duchy Nepalu

Było wesele, teraz więc czas na pogrzeb. Tym razem nie miałem jednak okazji uczestniczenia w jakichkolwiek uroczystościach i uprzedzam z góry, nie widziałem też palącego się ciała. Tak naprawdę natknąłem się jedynie na orszak pogrzebowy i to w sumie wystarczyło by wzbudzić moją ciekawość i zgłębić nieco temat tutejszego zwyczaju chowania zmarłych. No właśnie, w tym przypadku trzeba posłużyć się jednak nieco innym zakresem słownictwa. Tutaj z reguły nikt nikogo nie chowa…

Byłem akurat nad rzeką, w miejscu gdzie co tydzień pozwalam sobie na prowizoryczny prysznic. Moją uwagę przykuł nagle lekko dziwaczny pochód kilkudziesięciu ludzi, na czele którego znajdowało się kilku mężczyzn wymachujących białym parawanem, lub czymś co też ten biały parawan przypominało. Niewiele dalej zobaczyłem przyozdobione kwiatami nosze, na których spoczywało przykryte materiałem ciało. Cały ten kondukt przechodził właśnie przez zawieszony nad doliną most, wprawiając go jednocześnie w lekkie kołysanie.

Pogrzeb

– Gdzie oni idą? – Zapytałem jednego z chłopców.
– No idą spalić ciało – odpowiedział bez większych emocji. – Czasami robią to tutaj, ale wtedy palą tylko głowę.
– Głowę? Jakoś ci chyba nie wierzę – uśmiechnąłem się.
– Naprawdę! – Tutaj do rozmowy dołączył się kolejny z moich uczniów – ale tylko w nocy.
– No dobra – postanowiłem nie pytać już gdzie w tym czasie jest reszta ciała. – A jak to jest u was? W Mustangu?
– Zależy co mnich wyczyta ze swojej świętej księgi. Najczęściej palimy swoich zmarłych, chociaż czasami oddajemy ich także ziemi.
– Można też odciąć nogi, ręce i wrzucić to wszystko do rzeki – dopowiedział po cichu drugi.
– Chcesz mi powiedzieć, że byłbyś w stanie zrobić to gdyby chodziło o kogoś z twojej rodziny? – Zapytałem z niedowierzaniem.
– Nie! No pewnie, że nie! Tym zajmuje się ktoś obcy. Czasami z innej wioski.

Nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem zasięgnąłem opinii dyrektora szkoły, w której odbywam swój wolontariat.

– Dzisiejsi ludzie są zbyt delikatni, żeby poćwiartować nieboszczyka – uśmiechnął się do mnie – teraz takie rzeczy nie mają już miejsca.
– Czyli zostaje ogień i ziemia?
– No i powietrze! Czasami zostawia się ciało na uboczu a mnich nawołuję wielkie ptaki. To chyba najlepsza opcja, przynajmniej ja tak uważam. Nic się nie marnuje, stajesz się częścią czegoś innego, rozumiesz?

Pokiwałem głową i od razu pomyślałem o majestatycznych orłach, które każdego dnia kreślą w powietrzu wielkie elipsy, krążąc przy tym bez końca nad całą okolicą.

Orzeł czekający na...

 

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Marzec 10, 2014, in Aktualności. Bookmark the permalink. 4 komentarze.

  1. Ciary mnie przeszły ://

  2. a jednak ptaki! ogólnie jakoś bardziej mi się podobają ich opcje niż gnicie w pudełku ze sklejki. chociaż w sumie wszystko jedno 🙂

  3. Czytałem już kiedyś o powietrznych pogrzebach – zresztą w necie sporo jest informacji i zdjęć na ten temat. Nie ma się co dziwić – przecież my też po śmierci staniemy się częścią czegoś innego – wprawdzie nie są to majestatyczne orły lecz nieco mniejsze „Boże Stworzenia” 🙂

    Co jest na pierwszym zdjęciu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: