Jubileusz – Dzień 50 – Trip naprawdę bez endu!!!

Dzień50d

Bardzo nie chciało mi się opuszczać Pokhary, jak i również samego Nepalu. To miejsce potrafi rzeczywiście zahipnotyzować i zatrzymać na dużo dłużej. Obdziera nas ono z planów, które regularnie ulegają zmianie, rozleniwia i sprawia że zapominamy co tak naprawdę chcielibyśmy zrobić. Nie mam tu na myśli jednak całodniowego wylegiwania się w hamaku i patrzenia na różne odcienie codzienności (chociaż z pewnością można i tak). Chodzi mi raczej o to, że kraj ten ma tak wiele do zaoferowania, że człowiek wręcz gubi się we wszystkich tych możliwościach i początkowo po prostu nie dostrzega  najcenniejszych perełek. Tak, Nepal jest niezwykle wielowymiarowy i myślę, że jest to w ogóle ciekawy temat na zupełnie oddzielny artykuł. Dzisiaj chciałbym bowiem skupić się raczej na ostatnich już dniach mojej wspaniałej wyprawy, która wcale nie chce się tak szybko zakończyć i która trzyma mnie w napięciu ciągle i niezmiennie niczym dobrej klasy książka przygodowa.

Dzień50a

Siedziałem tam już tak długo, że aż nie wypada mówić jak bardzo. Dopiero teraz zaczynałem jednak odkrywać rzeczy najbardziej mnie zajmujące. Miałem swój idealny pokój, z idealnym widokiem na jezioro i z idealnym hamakiem z którego mogłem obserwować wyjątkowo przyjemnie hałaśliwą faunę fruwającą tuż przed moimi oczyma. Oj, ciężko było spakować się i zostawić to wszystko w tyle. Równie piękne co zabójcze Himalaje, powiewające wszędzie flagi modlitewne oraz wszystkich tych wspaniałych ludzi poznanych dotychczas. Jeden z nich powiedział mi jednak, że to wcale nie jest taka zła opcja… ruszyć dalej kiedy wszystko dokoła układa się idealnie. W głowie zostaje wtedy perfekcyjny obrazek a w sercu tworzy się lekka tęsknota i niedosyt, które za jakiś czas sprowadzą mnie tu ponownie.

Dzień50b

Ostatniego dnia postanowiłem więc zrobić coś specjalnego. Razem z jednym z tutejszych przyjaciół postanowiliśmy wyruszyć w nocy przez dżunglę i wdrapać się na Sarangkot, skąd można podziwiać magiczny wschód słońca nad ośnieżonymi szczytami najwyższych gór świata. Przez godzinę przedzieraliśmy się w zupełnych ciemnościach przez okoliczne zarośla, trawy i drzewa, uzbrojeni jedynie w czołówki i dobre wyczucie terenu. Później weszliśmy na swego rodzaju drogę i tak już w sposób nieskomplikowany osiągnęliśmy nasz cel. Idealny sposób żeby pożegnać się z tym miejscem!

Dzień50e

Wsiadając do autobusu, który miał jechać przez najbliższe trzydzieści godzin z Pokhary do New Delhi obawiałem się tylko jednego – upału. Pomimo naprawdę wysokiej temperatury, podróż zniosłem zadziwiająco dobrze. Oczywiście spora w tym zasługa uchylonych autobusowych okien na całej jego długości oraz zbawiennego przeciągu. Moja podróż to jednak nieustające przygody, które spotykają mnie jak tylko zmienię jakąkolwiek lokalizację. Kiedy nic się nie dzieje, wiedz że nadciąga huragan.

Dzień50c

Coś mi się śniło, ale ktoś nagle wyrwał mnie ze snu. Było gdzieś koło godziny piątej nad ranem kiedy polecono mi spacer do nepalskiego biura imigracyjnego. Załatwienie formalności nie zajęło mi jakoś specjalnie dużo czasu, mimo iż pan strażnik również dopiero co wstał (musiałem pukać aby otworzono kraty zagradzające wejście). Gdy wróciłem w okolice postoju, stwierdziłem  że mam jeszcze wystarczająco dużo czasu na jakąś przyzwoitą nepalską herbatę. Nie miałem. Autobus odjechał. Odjechał beze mnie! Nie pomogła gonitwa oraz wołania w trzech różnych językach plus łacina. Nie myślałem też trzeźwo. Miałem przy sobie tylko paszport, telefon i pusty portfel – idealny zestaw podróżnika. W pewnym momencie ktoś podpowiedział mi że jest jeszcze indyjskie przejście graniczne i tam autobus powinien stać jeszcze przez kwadrans. No fakt! Nie wiem czy ktokolwiek w ogóle zainteresował się moją nieobecnością, ale jako że nie chciałem tego sprawdzać, postanowiłem działać i to szybko. Udało mi się znaleźć jedyną w pobliżu rikszę rowerową i takim to właśnie środkiem transportu dogoniłem autobus. Pokonaliśmy dystans przynajmniej jednego kilometra a dodam że po drodze spadł nam jeszcze łańcuch. W dużym skrócie wszystko potoczyło się później dobrze i wieczorem w poniedziałek dotarłem finalnie do New Delhi.

Po raz kolejny nie wiedziałem gdzie jestem i po prostu władowałem się potulnie do pierwszej lepszej rikszy, która oczywiście kosztowała mnie za dużo. Potem całkiem przypadkowo trafiłem na jakiś luksusowy hotel za 1500 INR za noc. Lepsze to niż nieprzespana noc na Main Bazar pomyślałem wtedy, wiedząc że nie zostanę tu przecież długo. Wziąłem ciepły prysznic, włączyłem klimę, rzuciłem się na ogromne łóżko z prawie śnieżnobiałym prześcieradłem i odpaliłem kompa. Tak właśnie dowiedziałem się że mój lot został odwołany a ja utknąłem w Indiach. Co przyniesie jutro – nie wiem. Może powinienem więc szukać sobie czegoś na stałe? Jakieś drzewo w doborowym towarzystwie? 

Dzień50f

 

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Kwiecień 1, 2014, in Aktualności and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 2 komentarze.

  1. Też się leniłem w Pokharze kilka dni, ale po bardzo aktywnych 3 tyogdniach na szlaku (AC).
    Kilka dni temu kupiłem bilet do Nepalu, Tym razem biorę wizę na 90dni, i chyba ponownie zawitam do Pokhary, i wokół Annapurny. Nepal rządzi!
    pzdr

    • Ach, zazdroszczę. To tym razem polecam Mardi Himal Base Camp 😉 Szlak praktycznie nieuczęszczany jak porównasz do AC albo ABC 😉 Będąc w Pokharze, polecam też pobliskie jezioro Begnas Lake oraz odszukanie Vipassana Meditation Center 😉 Mało kto tam dociera. Większość zostaje nad głównym jeziorem i w sumie wcale się nie dziwię. Człowiek mógłby siedzieć tam tydzień i byłoby mało 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: