Na dalekiej północy

DSC01017-002

Płynęliśmy już od dłuższej chwili, wypatrując w największym skupieniu jakiegokolwiek ruchu w gęstych nadbrzeżnych zaroślach. Las namorzynowy wydawał się pochłaniać nas z obu stron, sprawiając wrażenie miejsca raczej nam niegościnnego. Gdy tylko minęliśmy ostatnie nadmorskie osady, odgłosy dzikiej przyrody stały się zdecydowanie bardziej wyraźne. W pewnym momencie nasz przewodnik lekko się ożywił i wskazał palcem na coś płynącego tuż przed nami. Krokodyl – pomyślałem i poderwałem się gwałtownie z miejsca. Jaszczur jednak techniką pływania przypominał bardziej węża niż prehistorycznego gada. Pomimo całkiem sporych rozmiarów poruszał się z zadziwiającą zwinnością, przecinając nurt rzeczny z niezwykłą wręcz elegancją. Ten, jak się okazało, półtorametrowy waran zrobił na nas całkiem spore wrażenie, choć w ogólnym rozrachunku liczyliśmy tu chyba na coś bardziej jeżącego włos na głowie. Tym razem większego zastrzyku adrenaliny dostarczył mi mój własny aparat fotograficzny, który w całym tym zamieszaniu wylądował gdzieś w wodzie na dnie naszej wysłużonej łódki.

DSC01003-002

Tampat Do Aman

Jest wiele rzeczy, które to można robić na północnym skrawku Borneo. My skupialiśmy się przede wszystkim na dwóch, a mianowicie na odpoczywaniu i jedzeniu. Najwspanialsze pod równikowym słońcem śniadanie, na które składały się świeże owoce oraz tosty z dżemem kokosowym, gwarantowało udany początek każdego kolejnego dnia w raju. Bardzo szybko okazało się jednak, że beztroskie przesiadywanie na piaszczystej plaży kończy się każdorazowo nieprzyjemnymi poparzeniami słonecznymi. Chcąc nie chcąc większą część dnia spędzaliśmy więc schowani w cieniu, zajadając się przy tym kultowym już w wielu kręgach sernikiem o smaku mango.

DSC00993-002

DSC00994-001

Na całe szczęście w karcie dań dostępnej dla wszystkich rozleniwionych gości, była również specjalna sekcja wzmożonej aktywności, w której można było znaleźć wiele interesujących i dodatkowo odpłatnych atrakcji turystycznych: nocny spacer po dżungli, szkolenie terenowe na temat lokalnej flory czy też nauka tradycyjnego połowu ryb. Jeśli chodzi o nas, to razem z Pauliną postawiliśmy na zwiedzanie okolicznego lasu mangrowego. Z oczywistych powodów krótki rejs w górę rzeki wzdłuż namorzynowych zarośli okazał się być już sporym przeżyciem samym w sobie, chociaż z perspektywy późniejszych przygód na Borneo, stwierdzam że nie było w tym nic nadzwyczajnego. Zdecydowanie więcej wrażeń w kontekście obserwacji dzikiej przyrody dostarczyło mi nurkowanie z fajką i płetwami, na które wybrałem się wraz z poznanym wcześniej Anglikiem. Swoją drogą okazało się, że James jest początkującym producentem muzycznym z Londynu, prawdziwym pasjonatem muzyki – jednym z wielu ciekawych ludzi, jakich dane było nam spotkać w tym sielankowym miejscu.

DSC00996

DSC01019

DSC01036-001

Koniec końców epizod na Tip of Borneo był nie więcej niż chwilą słodkiego lenistwa, choć ostatecznie i tak musiałem przedefiniować tu swoje wyobrażenia na temat rajskiej plaży w momencie gdy tylko wyszło na jaw, że moja tolerancja na słońce jest zdecydowanie mniejsza niż pierwotnie przypuszczałem. Mimo wszystko samo miejsce na swój sposób mnie urzekło, a Howard jako gospodarz i inicjator całego projektu zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Tym co jednak zafascynowało mnie najbardziej to tysiące małych krabów, które poruszając się z niebywałą wręcz prędkością po rozgrzanym piasku, wydawały się wznosić delikatnie w powietrze.

Reklamy

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Luty 29, 2016, in Opowieści z Borneo. Bookmark the permalink. 9 Komentarzy.

  1. Dżem kokosowy? Kamil, no co Ty… 😉 Kaya – w Malezji nie można ominąć tego niesamowitego smaku, który być może jest pyszniejszy niż najlepszy polski dżem czy masło orzechowe. Potwierdzam, że śniadania przy plaży w TDA są warte polecenia, a będzie bardzo miło, jeśli ktoś przywiezie mi puszkę malajskiej Kayi. 🙂

  2. Dżem kokosowy?! A jak się to robi, zagęszcza?

  3. Ciekawy ten dżem kokosowy, chętnie bym spróbowała.

  4. Czyli krokodyla w końcu nie widziałeś? 😉 Dziś akurat pytałam o to internautów na fanpejdżu. A dżem kokosowy po prawie 3 miesiącach malezyjskich śniadań definitywnie mi się już przejadł…podobnie jak swojego czasu vegemite w równie krokodylej lokalizacji 😉

    • Krokodyla na dziko nie widziałem, ale za to udało mi się wypatrzyć kilka orangutanów w ich naturalnym środowisku 😉

      PS Ten dżem nie może się przejeść! 3 miesiące malezyjskich śniadań to żadne wytłumaczenie!

  5. Dżem kokosowy:D Nie wierzę:D

  6. Wychodzi na to, że na dalekiej północy czas płynie leniwie pomiędzy jedzeniem sernika, a „zażywaniem” oparzeń słonecznych? :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: