Po prostu podaj dalej!

20150601_153300b-002

Do większych refleksji nad ludzką naturą, a także źródłem bezinteresownej pomocy zmusił mnie kiedyś pewien poznany w dżungli mężczyzna. Anthony był już po pięćdziesiątce, pochodził z Londynu a na Borneo przyleciał wraz ze swoim synem. Jakoś tak to się czasami dzieje, że obcy zupełnie nam człowiek sprawia wrażenie kogoś bliskiego, z kim można porozmawiać dosłownie o wszystkim i na każdy temat. Tak właśnie było w tym przypadku. Spotkaliśmy się w drodze na mgliste Pinakle, gdzieś w leśnej gęstwinie Parku Narodowego Gunung Mulu. Jako że uwielbiam słuchać barwnych historii, opowiadanych z nutą nostalgii przez o wiele bardziej doświadczonych życiowo podróżników, bardzo szybko nawiązaliśmy dobry kontakt. Z perspektywy czasu myślę, że zaimponował mi również sam fakt rodzinnego wypadu w tak egzotyczne miejsce. Człowiek w podróży staje się przecież bardziej emocjonalny, a ja chyba zatęskniłem wtedy za domem.

Tak czy inaczej ostatniego dnia naszego pobytu w Mulu, Anthony opowiedział nam na pożegnanie jeszcze jedną swoją historię, tym razem z czasów wczesnej młodości. Rozpoczął od tego, jak to podróżując w latach osiemdziesiątych wraz z kolegami po Europie, zabrakło im pieniędzy. Jako że niskobudżetowe wyprawy zmuszają z reguły do kreatywnego rozwiązywania problemów, cała paczka znajomych postanowiła odstawić na ulicy mały kabaret. Wygłupiając się beztrosko próbowali zarobić coś na drogę powrotną. W pewnym momencie podszedł do nich jakiś mężczyzna i podarował dosyć pokaźny plik pieniędzy. Początkowo nikt nie chciał przyjąć tak dużej kwoty, jednakże nieznajomemu bardzo zależało na tym, ażeby wszyscy bezpiecznie wrócili do swoich domów. Powiedział też, by potraktowali to jako zwykły gest życzliwości i żeby pewnego dnia odpłacili się tym samym wobec drugiego człowieka.

– Tak więc dzisiaj jest ten dzień. Czekałem bardzo długo… ale cieszę się, że wreszcie mogłem spotkać odpowiednich ludzi – Anthony szybko przeniósł się w czasie i tym razem wyraźnie odniósł się już do teraźniejszości. Mówiąc to uśmiechnął się lekko, po czym wyciągnął w moim kierunku zaciśniętą dłoń, nieoczekiwanie wręczając mi tym sposobem kilka banknotów.

– Ale, ale, ale… – totalnie zaskoczony nie potrafiłem wykrztusić z siebie nic bardziej sensownego.

– Po prostu podaj dalej! Będziesz wiedział kiedy, z resztą sam się przekonasz…

Gdy już się pożegnaliśmy i nasze drogi rozeszły się na dobre, bardzo długo nie potrafiliśmy uwierzyć w to co przed chwilą miało miejsce. Siedziałem tak mocno poruszony z nieco wilgotnymi oczyma i dopiero po jakimiś czasie zorientowałem się, że trzymam w ręku 100 funtów. Szczerze powiedziawszy nie potrzebowaliśmy tych pieniędzy jakoś bardzo rozpaczliwie, choć oczywiście stanowiły one pewnego rodzaju koło ratunkowe. Podróżowanie niskobudżetowe jest wszakże dosyć wymagające i taki nieoczekiwany zastrzyk gotówki potrafi znacznie podreperować każdą kieszeń . W ogólnym rozrachunku liczyło się jednak zupełnie co innego. Mimowolnie staliśmy się elementami jakiejś większej układanki, a być częścią tak wspaniałej historii to niewątpliwie ogromny zaszczyt. W tym wszystkim, chyba właśnie to chwyciło nas za serce najmocniej.

Oczywiście do teraz zastanawiam się co kilkadziesiąt lat temu skłoniło pewnego mężczyznę do tak wspaniałego czynu. Czy był to po prostu zwykły akt altruizmu, czy może też osobliwy trzepot motylich skrzydeł, który wywoła jeszcze kiedyś ogromną lawinę? W zasadzie można by rozmyślać nad tym dlaczego ludzie w ogóle pomagają sobie w ten sposób. Osobiście wielokrotnie zdarzyło mi się zdobyć na podobny gest, choć nigdy aż tak spektakularny. W jednym z warszawskich marketów kupiłem kiedyś pewnej ubogiej kobiecie całą reklamówkę jedzenia. Ten przypadek wyjątkowo zapadł mi w pamięci, bo zorientowałem się wtedy że zrobiłem to tak naprawdę dla siebie… i tutaj chyba dochodzimy do sedna sprawy. Pomagając innym, pomagamy przecież i sobie – stajemy się wówczas lepszymi ludźmi. Jest to chyba najpiękniejszy rodzaj egoizmu, który daje poczucie tego że jest się przyzwoitym człowiekiem.

Reklamy

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Marzec 4, 2016, in Odmęty - myśli skłębione. Bookmark the permalink. 9 Komentarzy.

  1. Rzadko kiedy coś komentuje, ale teraz, kiedy jestem przed swoją „wielką wyprawą” takie historie napawają mnie optymizmem i przywracają wiarę w bezinteresowne dobro.

    Cieszę się, że to napisałeś 🙂

    • A dokąd to się wybierasz Alicjo? 🙂 Tak więc przed wyjazdem, mogę Ci tylko podpowiedzieć żebyś w podróży kierowała się cały czas serduchem otwierając się przy tym na zupełnie obcych ludzi. W ten sposób spłynie na Ciebie zdecydowanie więcej dobra.

  2. Niesamowita historia, przywraca nam wiarę w drugiego człowieka. Wierzę, że opłaca się nam być dobrymi. Ciekawe kiedy i komu oddasz tą przysługę. Oby było jak najwiecej takich przygód w podróżach

  3. Świetna historia i dobry pomysł – nic więcej nie umiem dodać!

  4. Jakie piękne i dające wiarę i nadzieję. Niestety jakiś czas temu przestwałam wierzyć w altruizm i w to, że ludzie po prostu chcą pomagać. Super historia, zapisuję sobie link, żeby w razie czego tu wrócić.

    • Można podróżować i nie wierzyć w bezinteresowną pomoc? Tak jak pisałem wyżej; według mnie altruizm czyli teoretycznie przeciwieństwo egoizmu, jest tylko jego specyficzną odmianą. Chociaż w sumie jak mam okazję pomóc jakiemuś podróżnikowi, to działam po prostu z automatu 😉

  5. magdalenaniescierowicz

    Interesująca historia, ja również myślę, że warto pomagać, chociażby małymi gestami, podobno kiedyś wszystko wraca 🙂 Pozdrawiam. 🙂

  6. Takie rzeczy działają i na moją wyobraźnię. Jestem pewien, że istnieje pewien rodzaj więzi między wszystkim, co się dzieje i tym, co nas otacza. Twoja opowieść brzmi jak z opowiadania i to wspaniałe, że zdarzyła się naprawdę. Super tekst.

  7. Bezinteresowność istnieje. Mam też na to dowód. Poznałem kiedyś człowieka w Tajlandii, który mieszka w Norwegii i do tego ma mieszkanie w Warszawie. Nie będzie więc nic dziwnego, jak powiem Ci, że mi je udostępnił na prawie rok i to za free. Miałem tylko dbać o trawę na ogródku. Kocham podróże i ludzi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: