Gruziński prolog

Gdzieś przed Tbilisi

8 maja 2016 – dzień 2

Dzień zaczęliśmy zacnie, gdyż oto pewien jegomość (dziennikarz) zabrał nas do Tbilisi, pokazał przy tym niemal całe miasto i zaprosił do restauracji. Śmiało mogę teraz napisać, że zaznaliśmy tej słynnej gruzińskiej gościnności. Spróbowaliśmy ‘chinkali’ których jedzenie nie jest rzeczą ani oczywistą, ani łatwą. Te nazwijmy to pierogi o bardziej skomplikowanej formie są faszerowane mięsem i posiadają charakterystyczny ogonek, za który należy je chwycić by nadgryźć całość i wypić bulion znajdujący się w środku. Jeżeli zrobicie to dobrze, talerz pozostanie suchy. Mój nie był…

Chinkali

Na pierogach się jednak nie skończyło. Był jeszcze chleb z serem (trochę jak pizza), dużo musującego wina i tradycyjna gruzińska wódka, znana już chyba wszystkim. Czacza bo tak też nazywa się ten lokalny specyfik znalazła się również w czarodziejski sposób w naszym plecaku za sprawą pewnego starszego Azera. To niesamowite jak zostaliśmy przyjęci przez człowieka poznanego na ulicy, który po prostu przechodził koło nas i postanowił zabrać do swojego domu. Poczęstowali nas czym tylko mogli: herbatą z miętą i konfiturami, ziemniakami, pomidorami, serem oraz fantastycznym kompotem. Odwdzięczyliśmy się też czym tylko mogliśmy. Zrobiłem dzieciom pamiątkowe zdjęcie, po czym zaraz je wydrukowałem. W kieszeni znalazłem jeszcze nieco już wymęczone w podróży opakowanie czekoladowych gwiazdek, których jakimś cudem nie udało mi się jeszcze zjeść.

Generalnie dużo rozmawiamy o polityce i czasami, aż ciężko połapać się o co w tym wszystkim chodzi. Na razie udało nam się ustalić, że Ormian nie lubi nikt, a Gruzinów wszyscy – to tak w dużym skrócie. Ludzie żyją tu historią, bo jak sami tłumaczą nie chcą by ta zatoczyła koło. Każdy ma tu swoją opowieść, swój punkt widzenia i często również swoją własną wersję wydarzeń. Do wszelkich informacji podchodzimy więc z dużą rezerwą, choć w pewnym sensie jest to też jakieś źródło wiedzy.

Ciężki poranek

Zmieniając temat. Dzisiaj mieliśmy szczęście jechać z gruzińskimi aktorkami – prawdziwymi artystycznymi duszami. Trafili nam się również celnicy, którzy podwieźli nas pod samą granicę gruzińsko-ormiańską . Na koniec dnia zdarzyło nam się jeszcze zmierzyć ze złośliwością rzeczy martwych. W drodze na Erewań złapaliśmy gumę i nasi kierowcy byli zmuszeni zostawić nas w totalnych ciemnościach na zboczu jakiejś lokalnej góry. Na szczęście namiot rozbiliśmy dzisiaj dosyć sprawnie a wszelkie smutki zapiliśmy przyjemnym winem, które z każdym łykiem było co raz to bardziej przyjemne.

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Maj 22, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: