Co mi dasz? Lawasz!

_DSC0095-001

9 maja 2016 – dzień 3

Dzisiejszy dzień stał pod znakiem skrajności. Przyznam szerze, że doznawszy lekkiego udaru, przeżyłem swój pierwszy lekki kryzys. Druga sprawa, że cały czas nie mogę się przyzwyczaić do tego przeklętego plecaka i do faktu że będę go tak tachać ze sobą przez najbliższe pół roku. Przede wszystkim to spacer przez stolicę Armenii dał nam lekko w kość. Podczas gdy słońce górowało sobie wesoło nad Erywaniem, my próbowaliśmy przedrzeć się na drugi koniec miasta.

Nieopodal góry Ararat

Nieopodal góry Ararat

Dzień zaczęliśmy dosyć szczęśliwie, bo niemal od razu udało nam się złapać prawnika, który wywiózł nas z miejsca naszej wczorajszej porażki. Potem młoda i niesamowicie sympatyczna para (a szczególnie jej żeński pierwiastek) okazała się być naszą przepustką do lepszego świata. Pomijając już że podwieźli nas oni do samej stolicy, podarowali nam także pomidory, ogórki, chleb, jabłka i ‘lawasz’ czyli tradycyjny ormiański chleb wypiekany na ścianach wykopanego w ziemi pieca.

Przejście przez Erywań to moment, w którym miałem wszystkiego dość. Pomogli nam co prawda i policjant i taksówkarz lecz mimo wszystko niemal 20kg plecak potrafi zabić w zarodku każde pozytywne uczucie. Ze stolicy udało nam się w końcu podjechać do miejscowości Ararat, a potem również i do Kapan. To właśnie tam wylądowaliśmy niemal o północy niepewni swojej dalszej przyszłości. Ta jednak okazała się zupełnie zaskakująca. Podsumowując nasza sytuacja przedstawiała się naprawdę beznadziejnie. Dookoła było bardzo mokro, stromo a to oczywiście również działało na nasza wyobraźnię. Po kilku minutach prawdziwych tarapatów, szczęśliwie dla nas zatrzymał się pewien mężczyzna, Był on właścicielem pobliskiego hotelu… który dopiero co powstawał. Koniec końców, dzień trzeci zakończyliśmy na samym środku budowy, pośród sterty styropianu i cementu. Popijaliśmy przy tym czaczę i zagryzaliśmy wieprzowymi kabanosami przygotowując się powoli na wizytę w zupełnie odmiennym kraju.

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Maj 31, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: