Lodowy żar pustyni

15 maja 2016 – dzień 9

Dzisiaj wstałem wyjątkowo wcześnie, bo wymusiły to też na mnie promienie słońca, które niemal zaatakowały nasz namiot. Cały czas kierujemy się na południe Iranu, a to już coraz bardziej rejony dla mnie termicznie nieakceptowalne. Druga sprawa, że od jakiegoś czasu łapiemy stopa na prawdziwej pustyni, więc kwestię doboru odzieży trzeba bardzo dokładnie przemyśleć. Szczęśliwie samochody zatrzymują nam się bardzo często, a nawet jeżeli przyjdzie nam czekać troszkę dłużej, robimy sobie wtedy przerwę na arbuza.

Przejeżdżając dzisiaj przez bezkres spalonej słońcem ziemi, minęliśmy co najmniej tuzin znaków ostrzegawczych ”uwaga wielbłąd!” Niestety nie było nam dane zobaczyć tych garbatych zwierząt, a jedynie policjanta strzelającego do wszystkich prędkościomierzem oraz kilka naprawdę ciekawie wyglądających piaskowych wirów powietrznych.

Wczesnym południem dojechaliśmy do Tabas i wysiadając z samochodu zostaliśmy niemal zgładzeni przez żar lejący się z nieba. Sytuację uratował fakt, że nasz kierowca wysadził nas w bramie cudownego kompleksu ogrodowego, gdzie w cieniu palm odnaleźliśmy schronienie na kilka kolejnych długich godzin. Z resztą nie tylko nam było tutaj wygodnie, bo też całe to miejsce dosłownie tętniło życiem. Podczas gdy my odpoczywaliśmy na naszych karimatach, małe ptaki śpiewały radośnie nad naszymi głowami, a duże pelikany przechadzały się nieopodal. Z tego błogostanu wyrwał nas głos rozsądku, który nakazał nam zrobienie czegoś kreatywnego. Początkowo mieliśmy iść na wylot z miasta, ale pod wpływem impulsu wzięliśmy taksówkę (160 tys) i pojechaliśmy do jakiejś górskiej osady oddalonej o około 20 km na północ od Tabas.

Kharve okazała się być bardzo malowniczo położoną wioską o charakterze pustynno-górskim. Jako że jednak dotarliśmy tutaj przy ostatnich podrygach słońca, nie mogliśmy zbyt długo cieszyć się tutejszymi widokami. Mam nadzieję, że jutrzejszy poranek przyniesie niezapomniane wrażenia, a tymczasem spróbuję rozkoszować się tutejszym przyjemnie chłodnym powietrzem. Co prawda śpimy koło jakiegoś płotu, ale miejscówka jest całkiem przyzwoita.

A jeżeli jesteśmy już przy kwestii radzenia sobie z upałami to muszę wspomnieć o kolejnej antycznej lodówce, którą to dzisiaj udało mi się zlokalizować przy wylotówce z Ferdows na Tabas. Te nadgryzione już znacznie przez ząb czasu charakterystyczne kopuły są istotnie genialne w swej prostocie, stanowiąc jednocześnie wspaniałe świadectwo historyczne.

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Czerwiec 3, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: