Przyszłość zna tylko Hafez

_DSC0031-002

19 maja 2016 – dzień 13

Wstając rano, bardzo ciężko jest przewidzieć jak potoczy się reszta dnia. Czasami nasza sytuacja zmienia się dosłownie w mgnieniu oka. W jednej chwili roztapiamy się na pustyni, a już w następnej jedziemy klimatyzowanym samochodem mijając po drodze stada wielbłądów. W takich to właśnie okolicznościach rozpoczęła się nasza podróż do Yazd, czyli ponad 300 km przeprawa przez rozgrzane piaski pustyni południowego Iranu.

Samo miasto (a szczególnie jego starsza część) okazało się niezwykle klimatyczne. Charakterystyczna dla tego miejsca pustynna architektura przeniosła nas w zupełnie inne czasy. Skromne i surowe z zewnątrz budynki, w środku okazywały się prawdziwymi ozami. Imponujące dziedzińce, sadzawki i bajeczne ogrody – wszystko to sprawiało, że dużo łatwiej znieść było wszechobecny skwar. Wydawałoby się że najlepszym co może nas spotkać jest niespodziewany podmuch wiatru, jednak nic bardziej mylnego. Jeżeli już coś takiego ma tutaj miejsce, przypomina to bardziej gorące powietrze z suszarki, aniżeli orzeźwiającą bryzę.

W Yazd spotkaliśmy również kolejnych Polaków (Aga i Sebastian), którzy pod osłoną nocy wkroczyli znienacka do wspólnego dormitorium, w którym to mieliśmy akurat przyjemność tego wieczoru przebywać. Trzeba jednak nadmienić, że na ogół nie śpimy w takich miejscach, jednakże od czasu do czasu zdarza nam się zrobić mały wyjątek. Z reguły korzystamy z naszego namiotu, szczególnie że Iran to kraj niesamowicie przyjazny backpakerom. W większości parków można się tu spokojnie rozbić a niemal wszędzie znajdują się darmowe toalety, w których to przy odrobinie kreatywności można wziąć nawet mały prysznic.

Wracając jednak do naszych nowych przyjaciół… Po niestety ciężkiej nocy podczas której straciliśmy po kilka litrów krwi na rzecz lokalnych komarów, postanowiliśmy wyruszyć na standardową dla tego rejonu objazdówkę po okolicznych atrakcjach turystycznych: ponad tysiącletnie ruiny wioski Kharanagh, Chak Chak czyli super ważne miejsce dla Zoroastrian oraz miasteczko Meybod wraz z jego interesującymi zabytkami jak chociażby słynna już wieża gołębi. Całość kosztowała nas 55$ na 4 osoby (cena za samochód i bez przewodnika) i muszę przyznać że były to naprawdę pieniądze dobrze wydane.

Wieczorem pojechaliśmy do Shiraz i z racji mocno ograniczonych ram czasowych musieliśmy po raz kolejny uciec się do transportu zoganizowanego. Niestety tego dnia nie było już miejsc na interesujący nas autobus. Ostatecznie jednak wsadzono nas do środka i przydzielono miejsca na podłodze. Wielce oburzającym było dla mnie to, że przyszło nam zapłacić tak jak za normalny bilet, czyli 350tys. od osoby pomimo iż przez kolejne 7 godzin musieliśmy kulić się na schodkach przy wyjściu z autobusu. Rozgoryczony tym faktem postanowiłem położyć się ostentacyjnie na samym środku korytarza, protestując tym samym wobec skandalicznej polityki przewoźnika. 

Do miasta poetów przybyliśmy o 2 nad ranem i niemal od razu pomknęliśmy taksówką pod mieszkanie naszego hosta. Saleh okazał się być bardzo wyluzowanym jegomościem z wąsami, ale za to bez wolnego czasu. Zwiedzając Shiraz trafiliśmy jednak na pewnego młodego chłopaka, który zaoferował nam pomoc w postaci darmowego oprowadzenia po mieście. Mahhmet chciał podszlifować swój angielski a my nie mieliśmy ani mapy, ani nawet pomysłu na to jak spędzić kilka najbliższych godzin. W rezultacie razem z naszym nowym przewodnikiem spędziliśmy pełen ekscytacji dzień, zwiedzając przy tym kilka przepięknych meczetów, sklep z częściami samochodowymi jego wujka oraz grobowiec najsłynniejszego perskiego poety – Hafeza, który znany jest z tego że jego twórczość skrywa tajemnicę przyszłości. Każdy kto ma jakiś dylemat powinien otworzyć księgę artysty i odczytać jeden z poematów, który niewątpliwie pomoże w podjęciu słusznej decyzji. Tradycja ta wzięła się stąd, że po śmierci poety, który za życia nie stronił od alkoholu, pewna grupa tradycjonalistów nie chciała pozwolić by Hafeza pochowano w mieście. Po burzliwej publicznej debacie postanowiono odczytać losowo wybrany fragment twórczości artysty i tak oto poeta przemówił zza grobu po raz pierwszy. Oznajmił przy tym, iż to nie ci co zostali na ziemi powinni go osądzać. Najwyraźniej dosadność tego przekazu wstrząsnęła wszystkimi na tyle dogłębnie, że pozostałości tej traumy odczuwalne są w kulturze Iranu po dzień dzisiejszy.

Hafez staje się powoli produktem eksportowym, bo też w całym Shiraz pełno jest ludzi sprzedających rzekome wróżby co raz to większej rzeczy turystów. Pośredniczą w tym papużki faliste, które losują swoimi dzióbkami jedną spośród wielu kolorowych karteczek. My zdecydowaliśmy się nie poznawać naszej przyszłości, lecz ta i tak nas zaskoczyła. Jako że fortuna kołem się toczy pod wieczór wszelkie niepowodzenia z dnia wczorajszego zostały nam sowicie wynagrodzone w postaci darmowego autobusu do Esfahan. Wyjeżdżając z miasta trafiliśmy na policyjny punkt kontrolny a tam już nasz poprzedni kierowca zrobił takie zamieszanie, że nie spostrzegliśmy nawet kiedy wrzucili nas niemal siłą do pierwszego lepszego autokaru kierującego się na północ. Tak jest, autostop w Iranie to rzecz ciągle niezbadana i niepojęta. Tym samym podtrzymuję więc doniesienia jakoby dało się tam podróżować autokarami za darmo.

Reklamy

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Czerwiec 4, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. 3 Komentarze.

  1. Kamil, podpowiedz, proszę, ile dni powinniśmy poświęcić na zwiedzanie Shirazu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: