Na skróty do Teheranu

22 maja 2016 – dzień 16

To co przytrafiło nam się kilka dni temu, ciężko w ogóle ubrać w słowa. Zaczęło się od tego, że dosyć sprawnie udało nam się wydostać z olbrzymiego Esfahan. Jedyną sensowną opcją było złapanie stopa na Kaveh Terminal a stamtąd spróbować znaleźć autobus do Shahin Shahr. Po kilkunastu minutach gdy kierowca zacznie zjeżdżać z autostrady trzeba wysiąść i próbować już łapać dalej w kierunku północnym. Po drodze jest stacja paliw, policyjny punkt kontrolny oraz bramki na autostradę. Nam udało się podjechać na pacę do tego drugiego a tam już po może trzech minutach zatrzymał się kolejny samochód. Ludzie którzy nim jechali okazali się z czasem naszą drugą rodziną, a moment w którym się poznaliśmy zmienił nasze plany na kilka kolejnych dni.

Od prawej: Reza, Fatimeh, ja i pani mama

Od prawej: Reza, Fatimeh, ja i pani mama

Słodka chwila relaksu

Słodka chwila relaksu

Zaczęło się od wspólnego zwiedzania Kashanu – miasta słynącego z różanej wody, która dostatecznie schłodzona smakuje naprawdę wyśmienicie, gasząc szybko pragnienie i działając relaksacyjnie na całe ciało. To również w Kashanie przyszło nam doświadczyć największego oblężenia turystów (lokalnych!) Razem z Fatimeh i Rezą (przeuroczym rodzeństwem) oraz ich mamą trafiliśmy do ogromnej twierdzy pełnej ogrodów i fontann, w której panował dziwny kult pewnej jednostki, niezwiązanej chyba z panującym reżimem. Dookoła wyprawiało się jakieś prawdziwe szaleństwo. Setki ludzi robiło sobie selfie w najbardziej absurdalnych miejscach. Ci którzy akurat nie byli zajęci wzajemnym fotografowaniem, gromadzili się wokół najbliższej fontanny, wrzucając pieniądze do środka. W odmętach tych ozdobnych baseników kryła się prawdziwa fortuna: monety, banknoty a nawet karty kredytowe – z wrażenia aż sam wpadłem do środka! W tym wszystkim kryło się oczywiście drugie dno, dosłownie i w przenośni. Na środku każdej fontanny znajdowało się charakterystyczne zagłębienie. Jeżeli moneta lub cokolwiek innego trafi właśnie tam, z automatu spełniają się twoje życzenia. Tak przynajmniej twierdzili wszyscy dookoła w chwili gdy mój pieniążek powędrował na samo dno.

Teheran czyli bez ładu i składu

Powstałe przed kilku laty miasto Parand

Powstałe przed kilku laty miasto Parand

Szczęście tego dnia jak widać dopisywało nam szczególnie, bo jeszcze wieczorem udało nam się dojechać do Teheranu, a właściwie do nowo wybudowanego miasta Parand, który w przyszłości ma odciążyć zatłoczoną stolicę. Fati wraz ze swoją rodziną zaprosili nas do swojego domu i wyprawili przepyszną kolację. Wraz z Kamilem spróbowaliśmy trzech różnych rodzajów kebaba oraz kilku innych potraw, których nazwy już nie zapamiętałem. Wszelkim rozmowom nie było końca. Nasi gospodarze z dużym zaangażowaniem opowiadali o swoim kraju, a ja słuchając przeżuwałem tylko kostkę cukru, która z każdym łykiem herbaty stawała się coraz mniejsza. Takich nocy było jeszcze kilka, ale już mniejsza z tym bo w zasadzie nie sposób ubrać w słowa tego jak wspaniale zostaliśmy przyjęci. Niewiele mogliśmy zrobić by odwdzięczyć za to wszystko, ale papierowe tulipany zrobione przez Kamila, czy też moje racuchy z jabłkami na gazowanym kefirze skradły kilka uśmiechów.

Prawdziwa fala dobroci zalała nas jednak na koniec gdy nadszedł czas pożegnania. Na dworzec autobusowy pomknęliśmy z miską ulubionego ryżu na kolanach pędząc około 130 km/h. Na terminal przyjechaliśmy lekko po czasie a mieliśmy przy tym takie wejście jakiego dawno tam chyba nie widziano. Fati biegła sprintem, ja próbowałem ją dogonić, za mną truchtał Reza z moim plecakiem, a za nim Kamil spoglądając cały czas za siebie, i szukając wzorkiem seniorki roku, która kroczyła dumnie przez cały dworzec. Do autobusu dobiegliśmy niemal w ostatnim momencie, wywołując przy tym olbrzymie zamieszanie. Nasza nowa rodzinka zdążyła nas jeszcze tylko usadzić na fotelach, konkretnie wycałować (tak jakby nagle całe to tabu z okazywaniem sobie publicznie uczuć przestało nagle obowiązywać) i wcisnąć jeszcze na odchodne 700 tys. riali, których choćbym nie wiem jak nie dało się nie przyjąć.

Okolice Valiasr czyli jedno z najlepszych miejsc w Teheranie

Milad Tower czyli 435 metrowy symbol Teheranu

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Czerwiec 5, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: