Karakałpakstan autostopem

_DSC0176-002

3 czerwca 2016 – dzień 28

Udało się! Spędziłem noc na cmentarzysku statków i tym samym zrealizowałem kolejny punkt na swojej liście 120 rzeczy do zrobienia. Jako że znajdowaliśmy się na pustyni, po cichu liczyłem że rankiem przywitają nas wielbłądy. Tak się jednak nie stało. Gdy tuż po wschodzie słońca wygramoliłem się leniwie z namiotu, zostałem niemal z miejsca stratowany przez stado pasących się krów. Jak widać pustynia nie jest im straszna. Wdzięcznie minęły pokryte rdzą okręty i tak po prostu zniknęły za najbliższa wydmą.

_DSC0169-001

_DSC0086

_DSC0160-001

Pustynny żar błyskawicznie przybierał na sile, więc równie szybko przyszło nam zebrać wszystkie manatki i poupychać je w naszych za dużych plecakach. W ostatniej chwili postanowiliśmy dokonać jeszcze abordażu i zdobyć kilka niepływających już jednostek. Za swój główny cel obraliśmy jeden spośród dwóch największych statków, po czym poprzez dziurę w okolicach rufy dostaliśmy się na pokład. Po zrobieniu kilku, raczej oklepanych fotek, trzeba było jednak ruszać czym prędzej w drogę powrotną do Taszkentu.

_DSC0186

_DSC0108

_DSC0109

_DSC0110-001

_DSC0111-001

_DSC0091

_DSC0140

_DSC0095

Mieliśmy do przejechania 1300 km plus odcinek do kirgiskiej granicy a to odległość również rzędu kilkuset kilometrów. Łapanie stopa zaczęliśmy z dość dużą dozą niepewności, gdyż trzeba przyznać że przemieszczanie się po Uzbekistanie bywa przecież niesamowicie uciążliwe. Oczywiście pogoda robi swoje (skrajnie do 50 stopni Celsjusza), ale największą zmorą podróżnika są tutaj wszędobylscy policjanci, którzy przy każdej możliwej okazji wpychają swój nos tam gdzie nie trzeba. Na szczęście w Karakałpakstanie wszelkie kontrole zdarzają się dużo rzadziej niż po drugiej stronie kraju. Generalnie można by śmiało napisać, że czym dalej na wschód Uzbekistanu, tym wyższy poziom irytacji przeciętnego człowieka. Jak na mój gust, wzrasta on wprost proporcjonalnie.

  Autostop jednak jest tutaj oczywiście możliwy, a nawet stosunkowo prosty. Niektórzy ludzie zatrzymywali się bowiem sami od siebie, widząc nas dreptających  na rozgrzanym asfalcie oferując przy tym darmową podwózkę w lepsze miejsce, byle dalej od miejskiej zabudowy. Autonomiczna republika Karakałpakstanu to rejon wyjątkowo biedny, a co za tym idzie wiele tutejszych ludzi ratuję się emigracją do Rosji. Choć spotykaliśmy osoby, które nie miały zielonego pojęcia o języku rosyjskim, to jego znajomość niewątpliwie ułatwiała często komunikację. Drogi łączące większe miasta są w całkiem dobrej kondycji, dlatego niektórym kierowcom zdarza się czasem wcisnąć gaz do dechy. Zdarzyło się raz, że jechaliśmy blisko 180 km/h z tym że wtedy zamykałem już oczy i czekałem na najgorsze. Akurat w tym przypadku droga daleka była od idealnej, choć trzeba też przyznać że kierowca znał ją na pamięć wyśmienicie i równie dobrze mógłby jechać z zamkniętymi oczyma.

Niestety, pomimo iż idea autostopu nie jest tutaj ludziom obca, nie udało nam się złapać niczego na dłuższy dystans. Ostatecznie tego dnia przejechaliśmy raptem 300km, od Kungrad aż po Urgench – a na domiar złego pod wieczór musieliśmy odłożyć beztroską włóczęgę i zacząć martwić się naszym noclegiem. Od momentu wjazdu do Uzbekistanu mijała właśnie trzecia doba, więc w naszym interesie było zarejestrowanie się w jednym z tutejszych hoteli w celu odebrania przeklętego bloczka – rejestracji, który może okazać się niezbędny do opuszczenia granicy. Dla tego jednego świstka papieru musieliśmy przejechać taksówką do kolejnego miasta, ponieważ tylko tam udało nam się wyszukać spontanicznie jakiś tani hostel za 9$ od osoby. Takim sposobem dostaliśmy się do Chiwy, czyli wielce antycznego miasta z niezwykle klimatycznym starym miastem, gdzie chociaż na chwile mogliśmy zapomnieć o absurdach Uzbekistanu.

_DSC0021-001

_DSC0031-001

_DSC0037-001

_DSC0062-001

_DSC0065-001

_DSC0073-001

_DSC0076-001

_DSC0077-001

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Lipiec 12, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. 6 komentarzy.

  1. To cmentarzysko statków widziałam kilka razy na różnych stronach czy blogach i za każdym razem robiły na mnie spore wrażenie. Nie dziwię się, że znalazły się na Twojej liście 🙂

  2. Bardzo kolorowe obrazy na Twej drodze:) a mi takie pojedyncze wraki udało się zobaczyć z okna autobusu na Ziemi Ognistej w drodze na południe Chile.

  3. Chciałam odwiedzić to miejsce podczas zeszłorocznego pobytu w Azji Środkowej. Niestety zbyt duże odległości i ograniczenia czasowe udaremniły plany. Ale to tylko kolejny pretekst by wrócić w te rejony, co mam zamiar uczynić 🙂 Powodzenia w dalszej podróży!

  4. Bardzo chcę jechać do Uzbekistanu i mam bardzo duży kłopot. Bo kurcze – mój chłopak już tam był ;). I pewnie tak szybko znowu nie pojedzie.

  5. Jejku dreptanie takich temperaturach musi być mega ciężkie. Pewnie zatrzymywali się, bo ibali się że zamdlejesz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: