Jedziemy do Biszkeku

_DSC0087-001

7 czerwca 2016 – dzień 32

Dzisiaj nie ma miejsca na żadne błędy i niepowodzenia – uzbecka wiza kończy się lada chwila. Na całe szczęście, na naszej drodze pojawił się prawdziwy anioł. Człowiek, który w środku nocy zgarnął nas z ulicy, oferując przy tym nocleg, postanowił również zawieść nas dzisiaj bezpośrednio na przejście graniczne. Uff, prościej się już chyba nie da. Ku mojemu zdziwieniu sama kontrola również przebiegła raczej bezproblemowo. Szczęście nam sprzyja, witamy w Kirgistanie.

Nowy kraj i niemal z miejsca poczułem olbrzymią ulgę. Tutaj nikt nie grzebał mi w plecaku i nikt nie zadawał tysiąca głupich pytań. Wróciło to upragnione poczucie swobody, a i sam klimat zmienić miał się na lepsze. Spalone słońcem równiny ustępowały stopniowo miejsca znikającym gdzieś w chmurach, ośnieżonym szczytom gór. Pierwszego stopa złapaliśmy na obrzeżach miasta Osz, które dość sprawnie udało nam się przejść pieszo. Jak to mówią szybko i bezboleśnie. Kolejnym punktem na naszej drodze było Jalal Abad, gdzie przy okazji udało nam się natrafić na ślad polskiej bytności. W 1942 roku przebywała tu 5 dywizja piechoty armii Generała Władysława Andersa, a jedynym świadkiem tego wydarzenia jest teraz budynek uniwersytecki, w którego ścianę wmurowana jest pamiątkowa tablica informacyjna.

_DSC0114-001

_DSC0105-001

Do Biszkeku, stolicy Kirgizji udało nam się dotrzeć dopiero dnia następnego. Kierowca ciężarówki z którym przyszło nam jechać zatrzymywał się bowiem w każdym możliwym miejscu na piętnastominutową drzemkę, przez co czas naszej przeprawy przez góry wydłużył się niemiłosiernie. Zmienić samochód postanowiliśmy oczywiście na totalnym odludziu. Dookoła były tylko nieliczne jurty, dziesiątki hasających koni i dzięki Bogu jedna stacja samochodowa, gdzie kupiliśmy sobie hot-doga. Nie macie pojęcia jak dobrze on smakował! Gdy nasza uczta dobiegła końca, udało nam się zatrzymać kolejny samochód, tym razem już do samej stolicy. Co prawda po drodze miał miejsce mały incydent. Jedyny dostępny tunel prowadzący przez góry został niespodziewanie zablokowany przez spacerujące beztrosko kozy, przez co spędziliśmy kolejne pół godziny dłużej z plecakami na naszych twarzach (mało miejsca w samochodzie).

_DSC0119-001

Gdy już wreszcie dojechaliśmy do Biszkeku, postanowiliśmy szybko załatwić najważniejsze sprawy. Udało nam się wymienić pieniądze, znaleźć specjalistyczny sklep i kupić butlę gazową. Nieoczekiwanie załapaliśmy się nawet do jakiejś ukrytej kamery – sytuacja bardzo kuriozalna. Kupiwszy następnie zapasy na kolejne dni postanowiliśmy wyjechać marszrutą z miasta, a potem ustawiać się już na trasie i czekać na to co przyniesie życie.

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Lipiec 15, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: