Zatopiony las

_DSC0144-002

21 czerwca 2016 – dzień 46

Jest takie miejsce w Kazachstanie, do którego chciałem się dostać za wszelką cenę. Jezioro Kajyngdy powstało stosunkowo niedawno, bo dopiero na początku ubiegłego stulecia za sprawą potężnego trzęsienia ziemi, które w tamtym czasie nawiedziło południowy Kazachstan. Utworzona w sposób naturalny tama spowodowała zalanie niewielkiego wąwozu i rosnącego tam sosnowego boru. Całość znajduje się tuż nieopodal małej miejscowości Saty, która położona jest dosłownie na końcu świata. Dojechać tam autostopem nie jest rzeczą łatwą, ale bogatszy w pewne doświadczenia, myślę że jest to wykonalne… przynajmniej do pewnego momentu.

Po kilku chorobliwie nudnych dniach nadszedł czas na kolejne przygody. Długo zresztą nie musieliśmy czekać, bowiem pomimo tego że udało nam się ustalić miejsce i czas odjazdu marszruty do wspomnianej już miejscowości Saty, żaden z kierowców obecnych na dworcu autobusowym w Sayakhat o godzinie 7 rano nie wybierał się w tamte rejony. Z pomocą przyszli oczywiście taksówkarze, ale to chyba jedyna grupa zawodowa na którą przeciętny autostopowicz jest niemal śmiertelnie uczulony. Ostatecznie doszliśmy jednak z pewnym mężczyzną do porozumienia i razem z dwójką Australijczyków postanowiliśmy podjechać płatnym transportem do bliżej nieokreślonego punktu na mapie. Pomimo że nie spodziewaliśmy się tego dnia żadnych autostopowych akcji, już chwilę później znaleźliśmy się na totalnym bezludziu, czekając na pierwszy lepszy samochód mogący zabrać nas 70 km dalej.

Sytuacja wymknęła się lekko spod kontroli w momencie, gdy dołączyli się do nas: samotna matka z dwójką małych dzieci, student, dziadek z wnuczkiem i lokalny pijak. Wszyscy oni plus poznany wcześniej duet ojciec – syn z Melbourne próbowali złapać płatny (!) transport dokładnie w tym samym kierunku co my. Jak łatwo się domyślić, znajdowaliśmy się na samym dole tej kuriozalnej autostopowej piramidy. W międzyczasie wdaliśmy się oczywiście w mały konflikt z pijanym Kazachem, który próbował położyć się na naszych plecakach. Nie dając sobie rady z poziomem alkoholu w swoim organizmie, przepadł ostatecznie gdzieś w pobliskim rowie.

_DSC0142-001

_DSC0124-001

Po godzinie oczekiwania zatrzymał się wreszcie pierwszy samochód, zabierając przy okazji sześć osób, czyli wszystkich lokalnych którzy akurat byli trzeźwi. Na kolejny samochód przejeżdżający tą trasą przyszło nam czekać niemal drugie tyle czasu. Ruch drogowy w tamtym rejonie jest praktycznie zerowy, tak więc trzeba być gotowym na długie godziny oczekiwania. Lepiej nie wybrzydzać i nie negocjować stawki za transport, gdyż nie ma się absolutnie żadnej alternatywy. Po tym gdy wreszcie udało nam się złapać samochód dla niezwykle zagubionych i nieznających języka Australijczyków, na placu boju pozostaliśmy już tylko my sami… no i niestety lokalny pijak, który jak na złość, postanowił się właśnie przebudzić i wrócić do życia. Jako, że jestem osobą o miękkim sercu, podarowałem mu butelkę wody mineralnej, próbując zapomnieć o wcześniejszym incydencie z plecakiem. Pijany Kazach pociągnął łapczywie kilka łyków, po czym puścił niezwykle kolorowego pawia wprost pod moje nogi. Lekko oszołomiony, nie zauważyłem nawet zbliżającego się radiowozu. W pośpiechu oddaliśmy się od naszego nowego przyjaciela, próbując nawiązać jakikolwiek kontakt wzrokowy z policjantami kierującymi pojazdem. Samochód niespodziewanie zatrzymał się tuż obok nas. Oficer uchylił okno, spoglądając ukradkiem na pijanego Kazacha, po czym dał nam znać byśmy wsiadali do środka.

_DSC0109-001

_DSC0111-001

Ostatni będą pierwszymi. W takich to właśnie ekstremalnych okolicznościach udało nam się złapać bezpłatny transport do miejscowości Karabulak. Stamtąd kombinowaliśmy już dalej na piechotę, bo przez dwie godziny nie przejechał obok nas żaden samochód. Dopiero po jakimś czasie udało nam się znaleźć kierowcę, który zawiózł nas do Saty za 500 tenge. Na miejsce dojechaliśmy już późnym południem i mając na względzie to, że Kamil był jeszcze dosyć osłabiony, zrezygnowaliśmy z planowanego wcześniej trekkingu. Oprócz jeziora Kajyngdy, można się również wybrać nad trzy piękne jeziora Kolsai, z których każde znajduje się na innej wysokości. Mocno ograniczony postanowiłem odwiedzić tylko to pierwsze.

Wjeżdżając do wioski, nie można przegapić malowniczo położonego cmentarza. To właśnie stamtąd należy zacząć pieszą wędrówkę nad Kajyngdy, skręcając w lewo i podążając dróżką pod górę. Można również dostać się tam samochodem terenowym, pokonując po drodze dwa raczej niegroźne strumienie. Ostatecznie udało nam się zorganizować transport za 5 tys. tenge, chociaż wcześniej sugerowano nam zapłacić dwa razy tyle. W razie wszelkich wątpliwości, warto pytać w sklepie lub na jedynej w wiosce stacji paliw.

_DSC0163-001

_DSC0166-001

_DSC0172-001

_DSC0148-001

_DSC0167-001

Dotarcie w to wymarzone miejsce nie było łatwym zadaniem. Mocno zależni od złego stanu zdrowia, warunków pogodowych i przede wszystkim braku czasu, zmuszeni byliśmy zrezygnować z autostopu na niektórych odcinkach trasy. W sezonie powinno być zdecydowanie łatwiej dostać się w tamte rejony z osobami, podróżującymi samodzielnie w wypożyczonych samochodach. Lokalni ludzie są tam niestety raczej mocno nastawieni na zarobek, usiłując przy tym jak tylko się da, wykorzystać olbrzymi potencjał turystyczny drzemiący w tej małej miejscowości. Z Saty nad jezioro Kajyngdy warto wybrać się pieszo, gdyż nie jest to trekking wymagający a po drodze spokojnie można znaleźć miejsce pod namiot (byleby przed wejściem na teren parku narodowego – dodatkowa opłata). Jeżeli chodzi o drogę powrotną, to również złapanie okazji nie należy do rzeczy łatwych. Przez kilka godzin nie udało się znaleźć nikogo, kto nawet za pieniądze wybierałby się w stronę miasta. W końcu zlitował się nad nami mężczyzna zwożący puste butle gazowe, który podrzucił nas za darmo do Karabulak. Dla tych, co szukają prostszego rozwiązania, idealną alternatywą będzie marszrutka/bus odjeżdżająca o 5 rano sprzed głównego sklepu w Saty (sam środek wioski, cena: 1500 tenge)

Naszym największym sukcesem było jednak złapanie na stopa dwóch koni, dzięki którym udało nam się zaliczyć kilka dobrych punktów widokowych!

_DSC0128-001

_DSC0156-001

_DSC0123-002

Reklamy

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Sierpień 17, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. 17 Komentarzy.

  1. Ewa Mielczarek

    Przepiękne miejsce! Koniecznie muszę sobie wpisać na listę miejsc do odwiedzenia w Kazachstanie! Z jednej strony miejsce trudno dostępne, ale z drugiej gdyby bez trudu można było tam dotrzeć to na pewno miejsce szybko straciłoby urok. Poza tym takie przeprawy z przygodami najlepiej się potem wspomina 🙂

  2. Widzisz – taki zatopiony las można też znaleźć w Jastrzębiu Zdroju, przy drodze z Rybnika. Tam, w wyniku pracy kopalni teren się zapadł o kilkanaście metrów, pojawiła się woda, las jest pod wodą. No i hałda – hałda ma z 70 metrów jak nic.

  3. Zatopiony las – słyszałam, słyszałam. Po Kirgistanie i Uzbekistanie, może przyjdzie czas i na Kazachstan, stąd wszystkie relacje z tego kraju są dla nas bardzo przydatne. Pozdrawiamy 🙂

  4. Mega fajne miejsce, w Kazachstanie byłem dwa razy, niestety na tak wielki kraj to zawsze będzie mało.

    Muszę zdementować twierdzenie że Ci ludzie są nastawieni na zarobek, to nie zarobek tylko normalna kolej rzeczy za podwózkę się tam płaci lub dorzuca do paliwa, to nie jest żaden zarobek czy wykorzystywanie turystów.

    No i co odpowiedzi na komentarz skąd info że Kazachstan znosi wizy w 2017 roku? Siedzę w temacie krajów byłego ZSRR dość długo i nigdzie o żadnym konkrecie nie słyszałem, póki co jest dużo szumu ale konkretów brak. Nie twierdzę że nie masz racji, chętnie jednak bym zobaczył źródło bo może przeoczyłem gdzieś tą informację.

    • Hmm… Nie pracuję w MSZ, więc ciężko mi przewidzieć, kiedy zostanie wystosowywany oficjalny komunikat i czy w ogóle. Może kolejny raz na zapowiedziach się skończy 😦 Niemniej jednak w kontekście EXPO 2017, które jak wiadomo odbędzie się w Astanie, coraz częściej pojawiają się tego rodzaju informacje czy to w mediach, czy wśród ludzi zainteresowanych tematem.

      • w kontekście expo możesz mieć rację i bardzo bym się cieszył gdybyś miał, nie mniej jednak już w zeszłym roku słyszałem plotki że w 2016 będą zniesione stąd sceptycyzm i dopytywanie o źródło… 😉

    • Czy próbą wykorzystania turystów nie był fakt, że gdy nie zgodziliśmy się jechać za 10 000 tenge (!), po chwili zaproponowano nam kwotę dwa razy mniejszą? To była kolosalna różnica!

      Oczywiście masz rację, płacenie za podwózkę w Kazachstanie to normalna kolej rzeczy. Nie jest to jednak reguła. Przejechałem autostopem odcinek Ałmaty – Semej i jakoś było to możliwe. Oczywiście nie każdy kierowca zgadzał się podrzucić nas za darmo, ale nikt nie patrzył na nas krzywo gdy opowiadaliśmy naszą historię. Jeżeli nie udawało się za pierwszym razem, czekaliśmy na następny samochód.

      • nie mówię że ten konkretny przypadek nie był naciągactwem, bo z tego co mówisz faktycznie raczej był. Chodziło mi jednak że w wielu przypadkach podróży autostopem bo Azji Centralnej opłata jest normalną rzeczą i jest to koszt paru groszy, choć by tyle co zrzutka na paliwo. Przejechałem autostopem Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Turkmenistan, zdarzało mi się zrzucać z kierowcami na trasę, jak i jeździć za darmo, na naciągaczy których odprawiałem z kwitkiem też oczywiście trafiałem. Nie chciałbym tylko żeby ludzie czytający blogi patrzyli przez pryzmat wyciągania ręki po kasę, bo z mojego doświadczenia naciągactwa było najmniej, a serdeczności i bezinteresownej pomocy najwięcej. 🙂

  5. Nas Kazachstan trochę zmęczył swą monotonią. Przynajmniej mieliście przygody, koński autostop najlepszy! Ile przejechaliście wierzchem?

  6. Zatopiony las wygląda bajecznie. Wiem, że to słabe porównanie ale w okolicach Katowic jest podobne miejsce. Od niepamiętnych mi czasów brzozki stoją tam w wodzie. Dobra sceneria do filmu fantasy 😉

  7. a konie to w jaki sposób udalo wam sie zlapac?
    Ktos wam zaoferowal swoje wierzchowce czy jak? ;>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: