Turbo przyśpieszenie na sygnale

_dsc0234-001

23 czerwca 2016 – dzień 48

Wybierając liczącą niespełna 1200 km trasę Ałmaty – Semej omijającą szerokim łukiem Astanę, mieliśmy nadzieję zaoszczędzić kilka dni podróży i w rezultacie dostać się szybciej na terytorium Federacji Rosyjskiej. Jako że autostop w Kazachstanie sprawiał wrażenie lekko nieprzewidywalnego, nie wiedzieliśmy zbytnio czego się spodziewać. Jak zwykle przygody nas nie ominęły a momenty niewytłumaczalnego szczęścia przeplatały się z chwilami zwątpienia. Taki to już jest ten autostop.

Z ogromnych aglomeracji najlepiej wydostać się przy pomocy komunikacji miejskiej. Czasami jest to opcjonalne, a czasami wręcz niezbędne. Z Ałmatego wyjechaliśmy lokalnym autobusem kierującym się na Kapszagaj, czyli miasto kilkunastu kasyn stojących jedno obok drugiego. Stamtąd udało nam się złapać okazję do Tałdykorganu, gdzie ostatecznie spędziliśmy noc, próbując przeczekać potężną burzę.

Nazajutrz sympatyczna para wywiozła nas na obrzeża miasta, gdzie ponownie nawiedziła nas rzęsista ulewa. Lekko zrezygnowani postanowiliśmy zjeść drugie śniadanie, tak więc zagotowaliśmy wodę i pod niewielkim zadaszeniem zaczęliśmy zajadać się owsianką. W międzyczasie obserwowaliśmy lokalnych ludzi, którzy stojąc cierpliwie w strugach deszczu próbowali złapać jakikolwiek płatny transport do pobliskiej wioski. W pewnym momencie wszyscy oni zostali rozgonieni przez patrol policji, który próbował usilnie wyłączyć jakikolwiek ruch pieszy na tym odcinku drogi. Może nas nie zauważą – pomyślałem, ale już po chwili usłyszałem jakiś niezrozumiały komunikat wystrzelony z megafonu w naszą stronę. Wzruszyłem ramionami na znak totalnego niezrozumienia i spojrzałem na mojego towarzysza. Kamil wciąż jeszcze nie skończył swojego śniadania i z wielką konsternacją przyglądał się całej scenie. Wyraźnie zniecierpliwieni oficerowie podeszli do nas, tym razem próbując porozumieć się w języku rosyjskim.

– Nie możecie tutaj być – oznajmił lakonicznie jeden z nich.

– Dlaczego?- Ciekawość zwyciężyła.

– Nie możecie. Musicie szybko odjechać

– Ale my nie mamy samochodu – Kamil wzruszył ramionami, wrzucając przy okazji kilka rzeczy do plecaka. Widocznie przeczuwał zbliżającą się eksmisję.

– Podróżujemy autostopem – dodałem automatycznie. To zdanie stało się już jakąś mantrą powtarzaną każdego dnia wkoło i wkoło

Policjant chwilę się zawahał, po czym poinformował nas nieoczekiwanie:

– Pojedziecie z nami, a potem wsiądziecie do autobusu.

– Ale my nie mamy pieniędzy! Nie…

– Za darmo. Pojedziecie za darmo. Szybciej, nie ma czasu – przerwał mi wyraźnie rozdrażniony – Gdzie jedziecie?

– Do Rosji – Kamil wypalił z rozbrajająco szczerością – A potem do Chin!

Wychodząc z założenia, że lepiej wsiąść do radiowozu, niż czekać w nieskończoność, zrobiliśmy dokładnie to co nam kazano. Jadąc pustą drogą zdałem sobie sprawę, że dosłownie wszędzie stoją służby mundurowe. Żeby było jeszcze ciekawiej to wszyscy oni salutowali, gdy tylko znajdowaliśmy się dostatecznie blisko. Standardowo już więc znaleźliśmy się w centrum wydarzeń, o których nie mieliśmy absolutnie najmniejszego pojęcia. Po kilkunastu minutach jazdy w tak gęstej atmosferze, że można byłoby ją pokroić nożem;  samochód zatrzymał się a w środku rozległ się brzęk krótkofalówki i seria bliżej nieokreślonych rozkazów. Lekko zdezorientowani wysiedliśmy bez żadnego pożegnania, a jakiś młody funkcjonariusz zaprowadził nas na przystanek w szczerym polu, gdzie zatrzymał się właśnie jakiś autobus.

– Wsiadać – oznajmił krótko.

– Wsiadać? – Próbowaliśmy się dopytać by uniknąć wszelkich niezręcznych sytuacji.

Mężczyzna jednak nie odpowiedział tylko pośpiesznie oddalił się w drugą stronę. Totalnie ogłupieni próbowaliśmy namierzyć wzrokiem kierowcę. Ten jednak znalazł nas szybciej.

– Wsiadać, wsiadać, wsiadać!

– Przepraszam, a dokąd właściwie jedzie ten autobus?

– No przecież mówię że wsiadać!

Mogliśmy tylko zgadywać jak to się wszystko skończy. Zupełnie zdezorientowani jechaliśmy przed siebie i to było w tym wszystkim właśnie najcudowniejsze. Gdy po dwóch godzinach zatrzymaliśmy się miejscowości Sarkan, zapytano nas czy to już, czy może chcemy jeszcze trochę dalej. Oczywiście że chcemy jechać jeszcze dalej! Takim sposobem przejechaliśmy autobusem ponad 400 kilometrów, wzbudzając ogromne zainteresowanie wśród pasażerów. Wszyscy chcieli z nami rozmawiać, robić sobie zdjęcia. Wszyscy dzielili się z nami swoimi jedzeniem i pod koniec trasy mieliśmy już zapasy na kilka dni do przodu.

Następnego dnia uświadomiliśmy sobie, że przestrzeń dookoła nas wydaje się nie mieć początku ani końca. Choć wylądowaliśmy na zupełnym odludziu, według naszych telefonicznych map nie było żadnego powodu do paniki, a nawet wręcz przeciwnie. Zgodnie z planem, znajdowaliśmy się na obranej wcześniej trasie. Wszystko więc wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. My również.

Advertisements

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Listopad 23, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: