Niezwykłe „dzień dobry”

15209101_1172190986170218_1266935327_n-001

23 czerwca 2016 – dzień 48

Tak jak w każdej legendzie można znaleźć ziarenko prawdy, tak i stereotypy nie wzięły się przecież znikąd. Wjeżdżając do Rosji obiecałem sobie, że od pijanych ludzi będę trzymać się jak najdalej. A jeszcze dalej od pijanych kierowców! Jednak już pierwszego dnia złamałem swoją własną złotą zasadę, uruchamiając przy tym ciąg niezwykłych, nie tylko z mojego punktu widzenia wydarzeń.

Zaczęliśmy z przytupem, nie ma co! Nie zdążyliśmy nawet formalnie przekroczyć granicy, a Kamil już wylądował w jakimś pokoju przesłuchań. Przez kilkanaście minut zastanawiałem się nad różnymi możliwymi scenariuszami jakie wchodziły w grę, jednak ostatecznie pozwolono nam kontynuować nasza podróż. Szczęście wydawało się nas jednak opuścić, bo też z granicy wydostaliśmy się dopiero po kilkudziesięciu minutach, a w międzyczasie użądliła mnie jeszcze pszczoła albo i dwie. Koniec końców wylądowaliśmy na jakiejś opuszczonej stacji samochodowej, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę na wyjątkowo biedną kolację.

Wydłubując starannie resztki marynowanej kukurydzy, zauważyliśmy zatrzymujący się nieopodal samochód. Ze środka wyszedł wielce postawny mężczyzna, który po krótkiej chwili zaczął zmierzać w naszą stronę. Postawiony w stan gotowości odetchnąłem z ulgą, gdy nieznajomy poprosił grzecznie o łyk wody. Szczęśliwie dla nas, Żenia okazał się jedną z tych osób, które pod wpływem alkoholu odkrywają w sobie bezgraniczne pokłady dobroci. Usłyszawszy naszą historię zaprosił nas spontanicznie do domu. Swoje zaproszenie ponawiał co najmniej jeszcze trzydzieści razy, bo też bardzo długo pozostawałem niepodatny na te podejrzane przecież akty życzliwości. Skoro jednak złamałem już jedną zasadę, mogłem złamać i następną. Ostatecznie więc wylądowaliśmy w Pasiołku Mirnyj czyli malutkiej wiosce na końcu świata.

Okazało się, że Żenia nie był jedyną świętującą osobą w okolicy. Powodem ogólnej radości były narodziny dziewczynki, nowego członka rodziny. Początkowo myśleliśmy, że to właśnie żona naszego gospodarza urodziła córeczkę. Teoria ta okazała się jednak błędna w momencie kiedy to właśnie żona Żeni otworzyła nam drzwi. Dodam tylko, że była ona w zdecydowanie większym szoku niż my sami. Finalnie wyszło również na jaw, że to nie ona, a żona jej brata była w ciąży.

Pod wieczór razem z Żenią i jego szwagrem – świeżo upieczonym tatą, wylądowaliśmy w rosyjskiej bani. Szczerze nie wiem co w tym wszystkim było najdziwniejsze. Fakt, że kazano nam rozebrać się do naga po czym dwóch facetów wyszorowało nas tak, jakbyśmy byli skażeni i co najmniej przed chwila uciekli z Czarnobyla. Czy może to, że zaraz potem zaczęto nas obkładać suchymi gałązkami po całym ciele, a ostatecznie wrzucono do ogromnej opony przerobionej na wypełniony lodowatą wodą basen. Niewątpliwie było to jednak najlepsze powitanie, jakie Rosja mogła nam tylko zafundować.

Prawdziwą wisienką na torcie było jednak spotkanie z babcią Saszy, która okazała się być Polką. Moment, w którym powiedzieliśmy jej „dzień dobry” zapamiętam chyba na zawsze, bo też takiego wzruszenia nie sposób też zapomnieć. Historia tej kobiety była tak poruszająca, że za cel honoru postawiłem sobie odnalezienie jej krewnych, z którymi utraciła ona przed laty listowny kontakt. Zapisałem tyle tylko informacji i wszelkich danych osobowych ile tylko byłem w stanie, po czym przekazałem całość osobie zafascynowanej genealogią oraz rozmontowywaniem historii na części pierwsze. Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, kilka tygodni później dostałem wiadomość: „Udało się, znalazłem!”

Reklamy

About Kamil Białas

Przez większą część życia leżał na lodzie, trenując zawodowo łyżwiarstwo figurowe. Potem wszystko to zamienił na drewnianą pryczę w Nepalu. Nigdy nie zostanie znanym podróżnikiem – nazwisko niemal z miejsca go dyskredytuje.

Posted on Listopad 25, 2016, in Stopem przez Azję. Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. Co tu dużo gadać, udało Wam się zajrzeć pod rosyjską podszewkę. Pal licho zasady, hej przygodo! 🙂

  2. Genialnie się czyta! Dzięki za taką sympatyczną historię z samego rana. Mam nadzieję, że korespondencja listowna zostanie wznowiona lub może teraz wszyscy sobie założą konta w mediach społecznościowych. (-:,

  3. Super, gratuluję znalezienia krewnych! Wzruszająca historia. Pięknie się czyta!

  4. Wciągnęło mnie od pierwszego zdania. Tak trzymać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: